Wydrukuj tę stronę

Pragnienie pokarmu niebieskiego, ks. Janusz Mastalski


Dzisiejszy fragment Ewangelii prowadzi nas do Eucharystii, bowiem scena rozmnożenia chleba jest zapowiedzią pokarmu niebieskiego. Warto więc w kontekście tej tajemnicy jeszcze raz uświadomić sobie jej istotę. Uczyńmy to poprzez przywołanie niepowtarzalnego spotkania Benedykta XVI z dziećmi. Wieczorem 15 października 2005 r. na placu św. Piotra papież spotkał się z włoskimi dziećmi, które w tym roku przyjęły I Komunię Świętą. Na spotkanie przybyło ponad 150 tys. dzieci, a także rodzice, kapłani, katecheci. Po liturgii słowa Ojciec Święty odpowiedział na pytania siedmiorga dzieci, a następnie przewodniczył adoracji eucharystycznej.

Najpierw pytanie zadała Andrea: „Drogi papieżu, jak wspominasz dzień Twojej I Komunii?”. Odpowiedź była następująca: „Tego dnia świeciło słońce, kościół był piękny, grała muzyka, było wiele pięknych rzeczy, które pamiętam. Było nas blisko trzydzieścioro chłopców i dziewcząt z naszej małej wioski, w której mieszkało nie więcej niż 500 osób. Ale wśród tych wszystkich radosnych i pięknych wspomnień najważniejsza była jedna myśl – i to samo powiedział wasz przedstawiciel – zrozumiałem, że Jezus przyszedł do mojego serca, odwiedził właśnie mnie. A z Jezusem sam Bóg jest ze mną. I że jest to dar miłości, który rzeczywiście wart jest więcej niż wszystko inne, co może dać mi życie; i dlatego napełniła mnie naprawdę wielka radość, bo Jezus przyszedł do mnie. I zrozumiałem, że teraz rozpoczyna się nowy etap w moim życiu. Miałem dziewięć lat, wiedziałem, że w tym momencie ważne jest, bym dochował wierności temu spotkaniu, tej komunii. Na ile potrafiłem, obiecałem Panu: «Chciałbym być z Tobą zawsze» i modliłem się: «Ale przede wszystkim to Ty bądź ze mną». I tak potoczyło się moje życie. Dzięki Bogu Pan zawsze trzymał mnie za rękę, prowadził mnie również w trudnych sytuacjach. I w ten sposób ta radość I Komunii stała się początkiem wspólnej wędrówki. Mam nadzieję, że również dla was wszystkich I Komunia, którą przyjęliście w Roku Eucharystii, będzie początkiem przyjaźni z Jezusem na całe życie. Będzie początkiem wspólnej wędrówki, bo kiedy idziemy z Jezusem, idziemy dobrą drogą i życie staje się dobre”.

W tych prostych słowach skierowanych do dzieci zawarta jest niezwykła głębia, która ukazuje Jezusa Eucharystycznego jako drogę oraz pokarm dający siły w wędrówce do Ojca.

Ciekawe było też pytanie Anny: „Drogi Papieżu, czy możesz nam wyjaśnić, co miał na myśli Jezus, gdy powiedział ludziom, którzy szli za Nim: «Ja jestem chlebem życia»?”. Papież odpowiedział w sposób bardzo konkretny: „Najpierw musimy chyba wyjaśnić, co to jest chleb. Dziś nasza kuchnia jest bardzo wyszukana i składa się z różnych pokarmów. Ale w skromniejszych warunkach chleb jest podstawą wyżywienia i jeśli Jezus nazywa siebie chlebem życia, to chleb jest – powiedzmy – symbolem obejmującym wszelki pokarm. Tak jak musimy odżywiać nasze ciało, by żyć, podobnie również i duch, nasza dusza potrzebuje pokarmu. My, ludzie, mamy nie tylko ciało, ale również duszę; jesteśmy osobami myślącymi i posiadającymi wolną wolę, inteligencję i musimy odżywiać również naszego ducha, duszę, aby mogła dojrzewać, aby mogła rzeczywiście w pełni się rozwinąć. A zatem, jeśli Jezus mówi: «Ja jestem chlebem życia», chce przez to powiedzieć, że to On jest dla naszej duszy, dla człowieka wewnętrznego tym pokarmem, którego potrzebujemy, ponieważ dusza również musi się odżywiać. I nie wystarczają same dzieła techniki, choć są tak bardzo ważne. Potrzebujemy właśnie tej przyjaźni z Bogiem, który pomaga nam podejmować słuszne decyzje. Musimy dojrzewać jako ludzie. Innymi słowy, Jezus żywi nas, abyśmy stawali się osobami naprawdę dojrzałymi, a nasze życie było dobre”.

Zatem ów pokarm pomaga w stawaniu się prawdziwie człowiekiem. Regularne przystępowanie do Komunii Świętej oraz pomnażanie łask związanych z tym sakramentem sprawia, że człowiek tworzy w sobie jeszcze bardziej wyrazisty obraz Chrystusa, staje się Jego ikoną.

I jest jeszcze jedna odpowiedź papieża, który sprowokowany pytaniem Andrei: „Jezus jest obecny w Eucharystii. Jak to możliwe, przecież Go nie widzę?” odpowiedział: „Tak, nie widzimy Go, ale jest przecież tak wiele rzeczy, których nie widzimy, a one istnieją i są bardzo istotne. Na przykład nie widzimy naszego rozumu, a przecież mamy rozum. Nie widzimy naszej inteligencji, a mamy ją. Jednym słowem, nie widzimy naszej duszy, a przecież ona istnieje i widzimy tego efekty, bo możemy mówić, myśleć, decydować itp. Podobnie nie widzimy też, na przykład, prądu elektrycznego, a jednak wiemy, że istnieje, bo widzimy, że ten mikrofon działa, widzimy palące się światła. Jednym słowem, właśnie tego, co najgłębsze, tego, od czego rzeczywiście zależy życie i świat, nie widzimy, ale możemy zobaczyć, poczuć tego efekty. Elektryczności, prądu nie widzimy, ale widzimy światło. I tak dalej. Podobnie nie widzimy naszymi oczyma zmartwychwstałego Pana, ale widzimy, że tam, gdzie jest Jezus, ludzie się zmieniają, stają się lepsi. Potrafią żyć w pokoju, pojednać się itp. A zatem nie widzimy samego Pana, ale widzimy skutki Jego obecności i dlatego możemy zrozumieć, że Jezus jest obecny. Jak powiedziałem, właśnie rzeczy niewidzialne są najgłębsze i najważniejsze. Wychodźmy zatem na spotkanie temu Panu, który jest niewidzialny, ale mocny i pomaga nam dobrze żyć”.

Czyż nie jest to przejrzyste przedstawienie wielkiej tajemnicy Eucharystii nie tylko dzieciom, ale i dorosłym? W tych słowach zawarta jest myśl, którą odczytujemy w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Aby zostać nakarmionym przez Chrystusa, trzeba najpierw wyjść przed Niego. Pamiętajmy o tym, gdy nie będziemy mieli ochoty pójść do spowiedzi lub przyjść do kościoła.



R E K L A M A
 Po prostu "kazania" księdza Pogodnego. Rok C    Medytacje nad Ewangelią. Rok C - ks. Wojciech Węgrzyniak    Aktualność Ewangelii. Rozważania na rok A, B, C – ks. Edward Staniek    Wejdź do radości Pana. Homilie do czytań i Ewangelii obrzędów pogrzebowych – ks. Tadeusz Mrowiec